Microsoft Dynamics Systemy ERP, wdrożenia - IT Vision

I po co wydawać pieniądze na wdrożenie…? Historia z życia wzięta

Biznesmen ze skarbonką na głowieObsługa niektórych obszarów przedsiębiorstwa bez narzędzi wspomagających jest niezmiernie utrudniona. To oczywiste. Firmy decydują się na wdrożenie systemów klasy ERP z wielu powodów. I tu często pojawia się problem skali. Na przykład: o ile możliwe jest zapanowanie nad magazynem zawierającym kilkanaście, może kilkadziesiąt towarów przy pomocy zeszytu, notatek i pracowników, o tyle sprawa zaczyna się komplikować, kiedy zwiększa się ilość, obrót czy wielkość magazynu.

Pamiętam przykład pewnej drukarni, w której przysłowiowy pan Zdzisiek we własnej głowie planował produkcję

na dwie zmiany, zapotrzebowanie, materiały, zasoby… Drukarnia działała na dwie zmiany, a często i na trzy. I co? I dało się.

Dało się, dopóki pan Zdzisiek był zdrów (czego oczywiście wszystkim życzę!), nie pojechał na urlop, nie zdarzyły się inne nieplanowane (wtedy jeszcze tylko w głowie…) wydarzenia. Firma funkcjonowała, i to całkiem nieźle. Co prawda pojawiała się konkurencja, ale kto by się nią przejmował. Maszyny były świetne i działały bez zarzutu, zyski wciąż rosły – jakoś tam Zdziśka nieobecność można było przeczekać. Podjęto decyzję o inwestowaniu, również w marketing. Zadziałało – zaczęli się pojawiać nowi klienci, w ilościach tak znacznych, że drukarnia musiała uruchomić trzecią zmianę i zacząć płacić nadgodziny. Zdzisiek codziennie po 12 godzinach pracy i nocnych powrotach na produkcję trochę zaczął narzekać, że niewyspany, że żona całe dnie go nie widuje, że wnuki…

Zdzisiek, przyjaciel prezesa, powiedział, że nie da rady i jedzie na wakacje – na całe dwa tygodnie.

OK, nic to, jakoś to przeżyjemy, pomyślał prezes. Tak się złożyło, że w tym czasie pojawił się w firmie nowy handlowiec. Kiedy raz i drugi produkcja bez pana Zdziśka terminu jednak nie dotrzymała, nasz handlowiec, delikatnie mówiąc, bardzo się zdenerwował i zaczął liczyć. I co mu wyszło? Że zamiast przerywać mniej pilne zlecenie na rzecz innego, ale za to od znajomego, nic się nie stanie, jak dodrukuje się tych parę rolek, przygotuje maszynę i zrobi zgodnie z planem, no właśnie: planem! Bo może by tak zaplanować, w końcu policzyć, ile trwają poszczególne zlecenia i ile czasu zajmuje przygotowanie maszyny? Zobaczyć, na której maszynie koszt druku jest najmniejszy i jakie są zasoby?

Można się domyślić, co się okazało:

zasoby i materiały są wykorzystywane niekoniecznie optymalnie, że da się zmniejszyć koszty, a zysk można zwiększyć, nie tyle poprzez podniesienie cen, co zmniejszenie kosztów. Szef zbladł, gdy zobaczył te wyliczenia. Szybko postanowił też rozejrzeć się za jakimś systemem informatycznym, który odciążyłby biedną głowę pana Zdziśka…

Zdzisiek wrócił z urlopu i próbował przekonać szefa, że przecież on tyle lat nad wszystkim panował, to po co komu system – przecież to tylko dodatkowa robota, bo oprócz drukowania, trzeba jeszcze dane wpisać do systemu. Na nic się zdały jego argumenty – szef widział przecież wyliczenia.

Koszt wdrożonego systemu zwrócił się po roku, a po dwóch zaczął przynosić wymierne korzyści finansowe.

Statystycznie to doskonały wynik.

Jaki morał z tej powiastki? Że w prowadzeniu firmy bardzo przydają się narzędzia, które pokażą rzeczywiste nakłady, ponoszone koszty i osiągane wyniki. Pozostawienie tych spraw przypadkowi, albo jedynie głowie Pana Zdziśka – nawet najlepszemu w swoim fachu – może się okazać niewystarczające, a czasem po prostu groźne.

 

Żródło: Oprogramowanie dla biznesu – 102systemy.pl